Nadejszła wielkopomna chwila, żeby przedstawić lepsze zdjęcia niebieskiego wcale-nie-paskuctfa.
Oto one:
Kolor jest nie_do_zrobienia, niefotografowalny i w ogóle. Czego należało się domyślać. Żaden aparat nie widzi tego odcienia zieleni, który jest dodany do niebieskiego. Trudno. Nie to nie. Na żywo i tak jest cudny.
Antku dokonał odbioru technicznego gotowego wyrobu. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że jemu jest w chuście ciepło i dobrze i może jej używać ;)
Zaliczyłam również gratulacyjny uścisk łapki.
A tu inne niebieskie "coś", co pierwotnie miało być swetrem, robionym wg wzoru w "Sandrze" sprzed lat.
Coś słabo wyliczyłam potrzebną ilość oczek, grubość drutów, czy cóś... no i wyszło za wąskie. Rzuciłam w kąt i leżało.
Wyciągnęłam przy okazji ostatnich remanentów i doszłam do wniosku, że będzie z tego po prostu całkiem fajny szal. Włóczki mam jeszcze naprawdę dużo, więc i czapkę się z tego przy okazji udzierga.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą North Roe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą North Roe. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 5 czerwca 2012
sobota, 2 czerwca 2012
Niebieskie - wcale nie takie paskuctfo ;)
Skończyłam!
Skończyłam dziergać chustę 29 maja, czyli jednak zawzięłam się mocno.
Jest całkiem ładna, wyszła wieeelka - zajmuje na szerokość prawie całą wersalkę.
Ponieważ jest w niej mnóstwo akrylu, to nawet nie będę blokować.
Podoba mi się taka, jaka jest.
A że ostatnie dni są takie zimne, to znakomicie sprawdza się w roli bolerka/ogrzewacza/kamizelki: jednego dnia poszłam w niej do pracy, okutana jak bretońska wieśniaczka, czyli końce skrzyżowane na biuście i zawiązane z tyłu, na plecach, dziś opatuliłam się po prostu dookoła szyi.
A najpiękniejszy ma kolor :)
No! Jestem całkiem zadowolona z siebie.
Zostało z pół motka włóczki - dorobię jakąś czapkę, zwłaszcza, że z pobieżnego przeglądu zapasów wyszło mi, że mam zupełnie podobny kolorystycznie moher, nieco jaśniejszy. Można będzie przerabiać je w 2 nitki. I będzie cieplej, bo cienka czapka to nie to.
Nawet znalazłam na Ravelry pasujący wzór, już wydrukowałam, wkrótce zaczynam robotę.
Oczywiście - przydałyby się także rękawiczki, takie z dłuuugim mankietem, albo mitenki z tym samym wzorkiem z liści. To ja się jeszcze nad tym zastanowię...
Skończyłam dziergać chustę 29 maja, czyli jednak zawzięłam się mocno.
Jest całkiem ładna, wyszła wieeelka - zajmuje na szerokość prawie całą wersalkę.
Ponieważ jest w niej mnóstwo akrylu, to nawet nie będę blokować.
Podoba mi się taka, jaka jest.
A że ostatnie dni są takie zimne, to znakomicie sprawdza się w roli bolerka/ogrzewacza/kamizelki: jednego dnia poszłam w niej do pracy, okutana jak bretońska wieśniaczka, czyli końce skrzyżowane na biuście i zawiązane z tyłu, na plecach, dziś opatuliłam się po prostu dookoła szyi.
A najpiękniejszy ma kolor :)
No! Jestem całkiem zadowolona z siebie.
Zostało z pół motka włóczki - dorobię jakąś czapkę, zwłaszcza, że z pobieżnego przeglądu zapasów wyszło mi, że mam zupełnie podobny kolorystycznie moher, nieco jaśniejszy. Można będzie przerabiać je w 2 nitki. I będzie cieplej, bo cienka czapka to nie to.
Nawet znalazłam na Ravelry pasujący wzór, już wydrukowałam, wkrótce zaczynam robotę.
Oczywiście - przydałyby się także rękawiczki, takie z dłuuugim mankietem, albo mitenki z tym samym wzorkiem z liści. To ja się jeszcze nad tym zastanowię...
niedziela, 27 maja 2012
Niebieskie paskuctfo
Nie, ja się wcale nie lenię, pracowicie dziergam dalej to North Roe, o którym pisałam w jednej z ostatnich notek.
Ale jakoś tak mi pomału przybywa, coraz mniej cierpliwości mam do niego. Nawet mam 2 pomagierów, towarzyszących mi w pracy w zimne majowe wieczory - ale robota idzie wolno.
Gdzieś na wysokości 3 rzędu listków z części 2 zabrakło mi włóczki. Już chciałam kończyć wcześniej, ale stwierdziłam, że będę twardziel i zrobię dokładnie tak, jak w przepisie kazali.
Nawet udało mi się dość zgrabnie połączyć nitki, bez zostawiania wiszących ogonków - ciekawe, czy po upraniu i zblokowaniu wylezą na wierzch?
A tu całość robótki, stan na przedwczorajsze popołudnie.
Druty trochę za krótkie, ale innych nie mam... Jeśli rozhulam się z szalami i chustami, to kupię jakieś z dłuższą żyłką - na razie te muszą mi wystarczyć.
****
Mam nadzieję, że do urlopu i urodzin skończę to paskuctfo, bo już czekają nowe pomysły.
W planach COŚ z tej włóczki:
To Aade Long 8/1 , czyli 100% wełna estońska, pachnie prawdziwą wełną, gryzie jak należy, cienizna, po +/- 150 gramów.
Może z tego być coś naprawdę fajnego. Jeszcze nie mam jasno sprecyzowanego pomysłu, ale już coś pomału się klaruje w głowie. Natchnieniem są oczywiście inne blogi. ;)
****
Poza tym czeka niebiesko-zielona i zielono-niebieska Himalaya Padisah w ilościach znacznych - być może będzie to kardigan Pole, którym zachwyciłam się po obejrzeniu go na żywo na koleżance Fiubździu - chociaż obawiam się, że ja mogę w nim wyglądać dokładnie tak samo, jak ta okrągluśka pani w turkusowym... Ale co mi tam. A jak się uda, to machnę podobny Mamie.
W każdym razie - chce mi się swetra atypowego, oryginalnie robionego, jakoś inaczej niż wszystkie.
To by było na tyle. Ja wracam do dziergania. Miłej niedzieli wszystkim :)
****
Aha, spotkanie robótkowe w Białymstoku ma być 16 czerwca w sobotę, o godzinie 12 - pod Ratuszem, bo to Tydzień Publicznego Dziergania. Chociaż ja to publicznie dziergam od 30 lat. Wszędzie, gdzie się da. W szkole, w pracy, na wykładach w czasie studiów, w drodze, na weselu... ;)
Ale jakoś tak mi pomału przybywa, coraz mniej cierpliwości mam do niego. Nawet mam 2 pomagierów, towarzyszących mi w pracy w zimne majowe wieczory - ale robota idzie wolno.
Gdzieś na wysokości 3 rzędu listków z części 2 zabrakło mi włóczki. Już chciałam kończyć wcześniej, ale stwierdziłam, że będę twardziel i zrobię dokładnie tak, jak w przepisie kazali.
Nawet udało mi się dość zgrabnie połączyć nitki, bez zostawiania wiszących ogonków - ciekawe, czy po upraniu i zblokowaniu wylezą na wierzch?
A tu całość robótki, stan na przedwczorajsze popołudnie.
Druty trochę za krótkie, ale innych nie mam... Jeśli rozhulam się z szalami i chustami, to kupię jakieś z dłuższą żyłką - na razie te muszą mi wystarczyć.
****
Mam nadzieję, że do urlopu i urodzin skończę to paskuctfo, bo już czekają nowe pomysły.
W planach COŚ z tej włóczki:
To Aade Long 8/1 , czyli 100% wełna estońska, pachnie prawdziwą wełną, gryzie jak należy, cienizna, po +/- 150 gramów.
Może z tego być coś naprawdę fajnego. Jeszcze nie mam jasno sprecyzowanego pomysłu, ale już coś pomału się klaruje w głowie. Natchnieniem są oczywiście inne blogi. ;)
****
Poza tym czeka niebiesko-zielona i zielono-niebieska Himalaya Padisah w ilościach znacznych - być może będzie to kardigan Pole, którym zachwyciłam się po obejrzeniu go na żywo na koleżance Fiubździu - chociaż obawiam się, że ja mogę w nim wyglądać dokładnie tak samo, jak ta okrągluśka pani w turkusowym... Ale co mi tam. A jak się uda, to machnę podobny Mamie.
W każdym razie - chce mi się swetra atypowego, oryginalnie robionego, jakoś inaczej niż wszystkie.
To by było na tyle. Ja wracam do dziergania. Miłej niedzieli wszystkim :)
****
Aha, spotkanie robótkowe w Białymstoku ma być 16 czerwca w sobotę, o godzinie 12 - pod Ratuszem, bo to Tydzień Publicznego Dziergania. Chociaż ja to publicznie dziergam od 30 lat. Wszędzie, gdzie się da. W szkole, w pracy, na wykładach w czasie studiów, w drodze, na weselu... ;)
Etykiety:
ażur,
koty,
na drutach,
North Roe
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Ażur, ażur, ażur...
Upał, wolne dni, niektórzy odpoczywają:
Inni - czyli ja - oddają się nałogom. Np. dzierganiu.
Odkryłam, że polubiłam ażury, choć pierwszy tak sobie wyszedł. Tak czy siak - fajnie się to robi, przybywa (względnie) szybko i ładnie wygląda.
Tym razem na warsztacie North Roe - znany i popularny, a przy tym dość prosty wzór, włóczka - Angora Ram (40% moheru i 60% akrylu). Przepiękny, nasycony odcień turkusowo-niebieskiego.
Ostatnio u kogoś czytałam, że poza kolorem i ceną niewiele więcej dobrych słów należy o tej włóczce powiedzieć...
Nooo... chyba się zgodzę...
Siepie mi się to jakoś tak w robocie, rozdwaja, jest nierównej grubości - ale kolor ma prześliczny, niewątpliwie. I nie gryzie mnie, choć mam raczej wrażliwą skórę.
Na razie tyle tego mam:
Zakumanie, jak zrobić początek, było najtrudniejsze ;)
Potem już mi się spodobało, do tego stopnia, że rozpięłam na fotelu udziergany kawałek i podziwiałam wzór:
Listek ze wzoru jakoś mnie szczególnie urzekł:
Tu efekt pierwszych dwóch wieczorów:
A to stan z wczoraj:
Ciekawe, kiedy skończę...
Aha, kolor jest kompletnie inny niż na wszelkich fotkach. Zupełnie nie udaje mi się go złapać, żadnym dostępnym aparatem, ani podkręcić potem w kompie. Jest bardziej zielony, niż wszędzie tutaj widać.
Inni - czyli ja - oddają się nałogom. Np. dzierganiu.
Odkryłam, że polubiłam ażury, choć pierwszy tak sobie wyszedł. Tak czy siak - fajnie się to robi, przybywa (względnie) szybko i ładnie wygląda.
Tym razem na warsztacie North Roe - znany i popularny, a przy tym dość prosty wzór, włóczka - Angora Ram (40% moheru i 60% akrylu). Przepiękny, nasycony odcień turkusowo-niebieskiego.
Ostatnio u kogoś czytałam, że poza kolorem i ceną niewiele więcej dobrych słów należy o tej włóczce powiedzieć...
Nooo... chyba się zgodzę...
Siepie mi się to jakoś tak w robocie, rozdwaja, jest nierównej grubości - ale kolor ma prześliczny, niewątpliwie. I nie gryzie mnie, choć mam raczej wrażliwą skórę.
Na razie tyle tego mam:
Zakumanie, jak zrobić początek, było najtrudniejsze ;)
Potem już mi się spodobało, do tego stopnia, że rozpięłam na fotelu udziergany kawałek i podziwiałam wzór:
Listek ze wzoru jakoś mnie szczególnie urzekł:
Tu efekt pierwszych dwóch wieczorów:
A to stan z wczoraj:
Ciekawe, kiedy skończę...
Aha, kolor jest kompletnie inny niż na wszelkich fotkach. Zupełnie nie udaje mi się go złapać, żadnym dostępnym aparatem, ani podkręcić potem w kompie. Jest bardziej zielony, niż wszędzie tutaj widać.
Etykiety:
Antoś,
ażur,
na drutach,
North Roe
Subskrybuj:
Posty (Atom)














