Ostatnio moja Siostra szanowna zażyczyła sobie szala z kieszeniami.
Jak raz w niedzielę były jej urodziny, to postarałam się z tym zdążyć, choć na początku trudno było, bo wzoru konkretnego niet....
Siostrzane wytyczne były b. ogólne:
- coby był od karku do kości ogonowej,
- miał kieszenie
- i był duży i ciepły...
Wymyśliłam, że będzie z mieszanki wełny z akrylem, czyli Sarayli, której miałam już w domu ze 2 motki luzem, a resztę dostarczyła Fastryga.
Na całość zeszło mi 4 moteczki i chyba jakiś mały kawałek piątego.
Już wiem, że jak ma być na konkretny wymiar, to z tej włóczki robić nie ma co. Jest zbyt sprężysta.
Zrobiłam na 70 oczek szerokości, druty - 6 (chyba, albo 6,5). Ścieg - podwójny ryż, bo obustronny jest.
Robiłam prostokąt, zostawiając otwory na kieszenie. Lewą - po przerobieniu 42 rzędów na całą szerokość podwójnym ryżem, zrobiłam przez kolejne 6 rzędów środkowe 20 oczek pojedynczym ściągaczem, po czym przełożyłam je na drut pomocniczy, jednocześnie nabrałam 20 w tym samym rzędzie i dalej robiłam ryżykiem.
Aż do osiągnięcia właściwej długości szala.
Potem dziurę na prawą kieszeń robiłam analogicznie, tylko w odwrotnej kolejności, tzn. najpierw przełożyłam na drut dodatkowy
20 środkowych oczek - i nabrałam 20 nowych, a potem 6 rzędów ściągacza na tym górnym brzegu prawej kieszeni. I jeszcze 42 rzędy i już można było zakończyć robótkę. Cały szal miał jakieś 180 cm przed praniem.
Kieszenie zrobiłam dobierając 20 oczek na brzegu ściągaczowym, Robiłam je ściegiem francuskim, na okrągło, na trochę cieńszych drutach, może to były 4, ale głowy nie dam ;)
Zakończyłam zamykając po 1 oczku z wierzchniej i spodniej strony razem.
Tu jest poglądowy obrazek ukazujący rozmiar szala - trochę dłuższy od Kontrolera Jakości ;)
Po upraniu rozpięty szal miał zamierzone 67 cm wszerz, ale zdjęcie ze szpilek spowodowało natychmiastowe skurczenie się do szerokości takiej, że ledwo mi nerki zakrywał... Może trzeba go było przeprasować, żeby akryl się nadtopił i był mniej sprężynujący, nie wiem... Nie chciałam zniszczyć jakby co...
Wolny brzeg kieszeni podszyłam już po praniu luźno do szala, żeby się nie wyciągało, jak się łapy wsadzi. I jeszcze dorobiłam patki i przyszyłam duże drewniane guziki.
Całkiem fajnie to wyszło.
Przedni brzeg szala obrzuciłam półsłupkami na szydełku i zrobiłam pętelki do zapięcia i małe, półokrągłe wypustki słupkami - do przyszycia
guzików.
Tu szal na mnie - jest naprawdę ciepły i mięciutki. Przyjemnie się nim otulać.
Z tyłu niestety do kości ogonowej nie sięga...
Ale i tak mi się całkiem podoba naludziowo.
A oto szal na szanownej Jubilatce :)
A potem byłam na spotkaniu w Magic Loopie, gdzie jak zwykle było super, nagadałam się z Dziewczynami, namacałam pięknych dzianin i nakiziałam cudnych włóczek do upadłego :)
Tylko mało co udziergałam. W tych warunkach się nie da :D
czwartek, 11 września 2014
sobota, 6 września 2014
Wełna rulez ;)
Omatkojedyna, to już wrzesień, a mnie tu ciągle nie ma.
Bo i po prawdzie niewiele się dzieje ostatnio. To znaczy - najpierw się działo, ale nie na drutach ani na szydełku, tylko w tzw. Życiu Osobistym. Potem przestało się dziać. Dużo chorowałam. W międzyczasie zostaliśmy z Antkiem singlami - odszedł nieodżałowany Gacek, kot nad koty, który całował jak żaden inny...
A u mnie nastąpił okres zastoju i zastanowienia się nad wszystkim... ;)
Ale tak całkiem nie zapuściłam się dziergalniczo, o nie. Po prostu nie było weny do publikacji postów, czasu na ich pisanie, ani chętnych do ofbotografowania wyrobów.
Na szczęście wzięłam się w garść, wzięłam też w garść druty/szydełko/ włóczki i robię :)
Mam tak ogromne zapasy wełny, że trzeba z niej dziergać!!!
No to po kolei:
Zrobiłam (jeszcze zimą) chustę z włóczki podarowanej przez koleżankę Szaloną Kapelusznicę, czyli wszystkim znaną Lenę Madhatter.
Ta włóczka to buro-bura islandzka wełna Plotu Lopi - wełna nieprzędziona, dość gruba, mięciutka, trochę gryząca. Pierwszy raz dziergałam coś z tego cuda, więc trochę się obawiałam, jak mi to w robocie wyjdzie, czy nie będzie się rozwlekało po wykonaniu.
Dlatego, a także dla ubarwienia życia, dodałam cieniutką, cieniowaną włóczkę Daphne Lace z Biferno, w ślicznych kolorach jesiennych - ochra, rudy, wiśniowy, ciemna zieleń.
Lubię melanże włóczkowe, więc chyba takie połączenie wyszło całkiem nieźle.
Oczywiście chusta jest bez jakiegoś szczególnego wzoru, duża, ciepła, miękka, robiona "z głowy". Fajna.
Ścieg francuski + ażurowa bordiura. I wystarczy, bo to nie jest włóczka do cyzelowania koronek. Ma być zgrzebnie.
Kolejna rzecz, która w tzw. międzyczasie spłynęła mi z drutów, to zębaty szal Hitchhiker (czyli autostopowicz) - z oliwkowo-fioletowej Justy. Polowałam na tę wełnę długo, przegapiłam, kiedy była we Włóczkach Warmii, ale wiosną znów się pojawiła - i była moja :)
Jest śliczna, serio serio. Piękne jest to zestawienie kolorów, kojarzy mi się z oliwkami kalamata :)
W czasie roboty wełna dość szorstka i gryząca, po upraniu - znacznie mniej, za to cudnie grzeje.
Podoba mi się też asymetryczny kształt szala, taki zakręcający. Robiłam "na oko", nie miałam dokładnie rozpisanego wzoru, ale jest dość prosty.
Następne dzieło to kolejna zębatość, która zeszła z moich drutów, czyli delikatna chusteczka, bo "chusta" to za dużo chyba powiedziane. To był prezent dla Mistrzyni Dziewiarstwa, mojej cioci, na Jej 80-te urodziny.
Wzór Maluka, wełna estońska 800 m/100 g, kolor plum.
Bordiurę robiłam na drutach nr 3, część środkową na 2.
Wzór trochę zmodyfikowałam: zrobiłam 40 ząbków zamiast 33, na część środkową nabierałam 240 oczek, a nie 200 i trochę inaczej skracałam rzędy skrócone - na początku co 6, potem przez kilka rzędów co 5 oczko - żeby nie wyszło mi takie spiczaste.
Po zejściu z drutów była mała, bura, zmiętolona szmatka, więc natychmiast toto zostało upięte do sprawdzenia, jak to w ogóle wyszło, jeszcze nie prane.
A po upraniu i porządnym, a brutalnym blokowaniu wyszło coś bardzo delikatnego, koronkowego i całkiem-całkiem :)
A tu zapowiedź kolejnego prezentu urodzinowego, tym razem dla mojej Siostry. Ponieważ jeszcze nie jest wręczony, to tylko kawałeczek pokażę ;)
Bo i po prawdzie niewiele się dzieje ostatnio. To znaczy - najpierw się działo, ale nie na drutach ani na szydełku, tylko w tzw. Życiu Osobistym. Potem przestało się dziać. Dużo chorowałam. W międzyczasie zostaliśmy z Antkiem singlami - odszedł nieodżałowany Gacek, kot nad koty, który całował jak żaden inny...
A u mnie nastąpił okres zastoju i zastanowienia się nad wszystkim... ;)
Ale tak całkiem nie zapuściłam się dziergalniczo, o nie. Po prostu nie było weny do publikacji postów, czasu na ich pisanie, ani chętnych do ofbotografowania wyrobów.
Na szczęście wzięłam się w garść, wzięłam też w garść druty/szydełko/ włóczki i robię :)
Mam tak ogromne zapasy wełny, że trzeba z niej dziergać!!!
No to po kolei:
Zrobiłam (jeszcze zimą) chustę z włóczki podarowanej przez koleżankę Szaloną Kapelusznicę, czyli wszystkim znaną Lenę Madhatter.
Ta włóczka to buro-bura islandzka wełna Plotu Lopi - wełna nieprzędziona, dość gruba, mięciutka, trochę gryząca. Pierwszy raz dziergałam coś z tego cuda, więc trochę się obawiałam, jak mi to w robocie wyjdzie, czy nie będzie się rozwlekało po wykonaniu.
Dlatego, a także dla ubarwienia życia, dodałam cieniutką, cieniowaną włóczkę Daphne Lace z Biferno, w ślicznych kolorach jesiennych - ochra, rudy, wiśniowy, ciemna zieleń.
Lubię melanże włóczkowe, więc chyba takie połączenie wyszło całkiem nieźle.
Oczywiście chusta jest bez jakiegoś szczególnego wzoru, duża, ciepła, miękka, robiona "z głowy". Fajna.
Ścieg francuski + ażurowa bordiura. I wystarczy, bo to nie jest włóczka do cyzelowania koronek. Ma być zgrzebnie.
Kolejna rzecz, która w tzw. międzyczasie spłynęła mi z drutów, to zębaty szal Hitchhiker (czyli autostopowicz) - z oliwkowo-fioletowej Justy. Polowałam na tę wełnę długo, przegapiłam, kiedy była we Włóczkach Warmii, ale wiosną znów się pojawiła - i była moja :)
Jest śliczna, serio serio. Piękne jest to zestawienie kolorów, kojarzy mi się z oliwkami kalamata :)
W czasie roboty wełna dość szorstka i gryząca, po upraniu - znacznie mniej, za to cudnie grzeje.
Podoba mi się też asymetryczny kształt szala, taki zakręcający. Robiłam "na oko", nie miałam dokładnie rozpisanego wzoru, ale jest dość prosty.
Następne dzieło to kolejna zębatość, która zeszła z moich drutów, czyli delikatna chusteczka, bo "chusta" to za dużo chyba powiedziane. To był prezent dla Mistrzyni Dziewiarstwa, mojej cioci, na Jej 80-te urodziny.
Wzór Maluka, wełna estońska 800 m/100 g, kolor plum.
Bordiurę robiłam na drutach nr 3, część środkową na 2.
Wzór trochę zmodyfikowałam: zrobiłam 40 ząbków zamiast 33, na część środkową nabierałam 240 oczek, a nie 200 i trochę inaczej skracałam rzędy skrócone - na początku co 6, potem przez kilka rzędów co 5 oczko - żeby nie wyszło mi takie spiczaste.
Po zejściu z drutów była mała, bura, zmiętolona szmatka, więc natychmiast toto zostało upięte do sprawdzenia, jak to w ogóle wyszło, jeszcze nie prane.
A po upraniu i porządnym, a brutalnym blokowaniu wyszło coś bardzo delikatnego, koronkowego i całkiem-całkiem :)
A tu zapowiedź kolejnego prezentu urodzinowego, tym razem dla mojej Siostry. Ponieważ jeszcze nie jest wręczony, to tylko kawałeczek pokażę ;)
Etykiety:
Antoś,
chusta,
Gacek,
na drutach
wtorek, 28 stycznia 2014
"Czapka Kamila Stocha"
Najpierw miała być czapka, zamówiona przez mojego młodego Kolegę, wielbiciela skoków narciarskich
Kolega: hejo
Ja: no co tam?
Kolega: ty robisz na tych drutach?
Ja: robię :)
Kolega: wydziergałabyś mi czapkę?
Ja: nie wiem, czy akurat na "tych" ale mogę i czapkę :) Jaką chcesz?
Kolega: kurde bo nie mogę nigdzie znaleźć takiej czapki jak ma Kamil Stoch :) a mi się zaj... podoba, na stronie producenta nie do zakupu, a mi o wzór chodzi
Ja: a nie wiem, jaka to, ale znajdź obrazek, daj linka, to się zastanowię
Kolega: masz zdjęcie
No to pomyślałam, poszukałam, wybrałam Dropsową Karismę, kupiłam ją w białostockim sklepie internetowym "Włóczkowo" (najtaniej! największy wybór kolorów!) i zabrałam się do roboty.
Wybrałam w sumie 7 kolorów: czarny, granat, chabrowoniebieski, błękit dżinsowy, jaśniutki lodowy błękit, jasny beż i rudopomarańczowy.
Włóczka była w 2 nitki, z przejściami kolorów "na zakładkę": sama czarna - czarna z granatem - granat z niebieskim - niebieski z dżinsowym - dżinsowy z lodowym - lodowy z beżem - beż z rudym - sam rudy.
W międzyczasie jeszcze się okazało, że ma być do tego komino-golf, taki pod bluzę, żeby zamiast szalika się dało nosić.
Zrobiłam całość ściągaczem angielskim - uważam w ogóle, że to jest najlepszy ścieg na ciepłe, męskie czapki. Gruby, plastyczny, naprawdę ciepły. Robiłam tym razem nie na okrągło, tylko od brzegu do brzegu, a pozostawione przy zmianie koloru dość długie końce nitek idealnie nadały się do zszycia i czapki, i golfa.
Najpierw powstał golf, na 75 oczek, robiony od góry do dołu, bardzo luźno zakończony czarną nitką, żeby się ładnie układał na ramionach.
Potem do niego powstała czapka, na 43 oczka w obwodzie.
I pompon do czapki :) Na mnie za duża, ale moja łepetyna jest mniejsza w obwodzie o 3 cm.
Jakość zdjęć fatalna, wiem... Ale terminy goniły, a nadwornego fotografa niet...
Najważniejsze, że komplet się spodobał zleceniodawcy :)
Kolega: hejo
Ja: no co tam?
Kolega: ty robisz na tych drutach?
Ja: robię :)
Kolega: wydziergałabyś mi czapkę?
Ja: nie wiem, czy akurat na "tych" ale mogę i czapkę :) Jaką chcesz?
Kolega: kurde bo nie mogę nigdzie znaleźć takiej czapki jak ma Kamil Stoch :) a mi się zaj... podoba, na stronie producenta nie do zakupu, a mi o wzór chodzi
Ja: a nie wiem, jaka to, ale znajdź obrazek, daj linka, to się zastanowię
Kolega: masz zdjęcie
No to pomyślałam, poszukałam, wybrałam Dropsową Karismę, kupiłam ją w białostockim sklepie internetowym "Włóczkowo" (najtaniej! największy wybór kolorów!) i zabrałam się do roboty.
Wybrałam w sumie 7 kolorów: czarny, granat, chabrowoniebieski, błękit dżinsowy, jaśniutki lodowy błękit, jasny beż i rudopomarańczowy.
Włóczka była w 2 nitki, z przejściami kolorów "na zakładkę": sama czarna - czarna z granatem - granat z niebieskim - niebieski z dżinsowym - dżinsowy z lodowym - lodowy z beżem - beż z rudym - sam rudy.
W międzyczasie jeszcze się okazało, że ma być do tego komino-golf, taki pod bluzę, żeby zamiast szalika się dało nosić.
Zrobiłam całość ściągaczem angielskim - uważam w ogóle, że to jest najlepszy ścieg na ciepłe, męskie czapki. Gruby, plastyczny, naprawdę ciepły. Robiłam tym razem nie na okrągło, tylko od brzegu do brzegu, a pozostawione przy zmianie koloru dość długie końce nitek idealnie nadały się do zszycia i czapki, i golfa.
Najpierw powstał golf, na 75 oczek, robiony od góry do dołu, bardzo luźno zakończony czarną nitką, żeby się ładnie układał na ramionach.
Potem do niego powstała czapka, na 43 oczka w obwodzie.
I pompon do czapki :) Na mnie za duża, ale moja łepetyna jest mniejsza w obwodzie o 3 cm.
Jakość zdjęć fatalna, wiem... Ale terminy goniły, a nadwornego fotografa niet...
Najważniejsze, że komplet się spodobał zleceniodawcy :)
niedziela, 8 grudnia 2013
Ocieplania ciąg dalszy
Ksawery przeleciał, poszedł, zostawił mrozek i trochę śniegu.
A ja w międzyczasie zrobiłam kolejne ciepłe komplety - do zagospodarowania między ludzi.
Dziś skorzystałam z uprzejmości mojej przyjaciółki (Jolu, bardzo dziękuję :) - i miałam sesję fotograficzną z ostatnimi udziergami, zdjęcia naludziowe...
1. Z włóczki Rozetti Sarayli w pięknych ciepłorudych, wiśniowych i fioletowych kolorach.
Zrobiłam podróbkę powszechnie znanego Wingspana - tak długo przyglądałam się zdjęciom w internecie, że wyczaiłam, jak to zrobić.
Dzierga się to z użyciem rzędów skróconych, powtarzając kolejne trójkąty przesunięte nieco na zewnątrz w stosunku do poprzedniego.
W sieci widziałam rozmaite wersje Wingspana, składające się z różnej liczby trójkątów. Mój jest nieduży - ot, aby plecki okryć, tylko z sześciu.
Szalik zrobiłam z niecałych
2 motków, do tego jeszcze wyszła mała zgrabna czapeczka, robiona na okrągło ściegiem francuskim - bo jednak dla takich cieniowanych to jedna z najfajniejszych opcji wzorów.
Kolory włóczki bardzo trudno oddać na zdjęciach, fiolet strasznie ucieka, rudy pomarańczowieje, fioletowo-brązowy robi się zwyczajnie bury. Ale pocieszam się, że jej fotki na stronach sklepów internetowych też są zupełnie skoszone pod względem kolorystycznym ;)
2. Z baaardzo historycznej włóczki, jeszcze z ceną 100 000 zł (co najmniej 19 lat!!!), o wdzięcznej nazwie "Włóczka" łódzkiego Polmerino i z moheru prawie równie historycznego, firmy niepamiętamjakiej, cieniowanego w kolorach niebiesko-zielonych.
Miałam 2 motki tego moheru, zszedł co do centymetra.
Granatowej włóczki (mieszanka wełny z anilaną) zużyłam mniej niż motek.
Wyszła czapka i komin do kompletu.
Czapka jest robiona warkoczykami 1/1, między nimi 2 oczka lewe, na 68 oczek w obwodzie.
Komin warkoczami 2/2, między nimi po 8 lewych oczek - zaczynałam od 120 oczek na dole, potem stopniowo zwężałam, na górnym brzegu jest ich 60.
A ja w międzyczasie zrobiłam kolejne ciepłe komplety - do zagospodarowania między ludzi.
Dziś skorzystałam z uprzejmości mojej przyjaciółki (Jolu, bardzo dziękuję :) - i miałam sesję fotograficzną z ostatnimi udziergami, zdjęcia naludziowe...
1. Z włóczki Rozetti Sarayli w pięknych ciepłorudych, wiśniowych i fioletowych kolorach.
Zrobiłam podróbkę powszechnie znanego Wingspana - tak długo przyglądałam się zdjęciom w internecie, że wyczaiłam, jak to zrobić.
Dzierga się to z użyciem rzędów skróconych, powtarzając kolejne trójkąty przesunięte nieco na zewnątrz w stosunku do poprzedniego.
W sieci widziałam rozmaite wersje Wingspana, składające się z różnej liczby trójkątów. Mój jest nieduży - ot, aby plecki okryć, tylko z sześciu.
Kolory włóczki bardzo trudno oddać na zdjęciach, fiolet strasznie ucieka, rudy pomarańczowieje, fioletowo-brązowy robi się zwyczajnie bury. Ale pocieszam się, że jej fotki na stronach sklepów internetowych też są zupełnie skoszone pod względem kolorystycznym ;)
2. Z baaardzo historycznej włóczki, jeszcze z ceną 100 000 zł (co najmniej 19 lat!!!), o wdzięcznej nazwie "Włóczka" łódzkiego Polmerino i z moheru prawie równie historycznego, firmy niepamiętamjakiej, cieniowanego w kolorach niebiesko-zielonych.
Miałam 2 motki tego moheru, zszedł co do centymetra.
Granatowej włóczki (mieszanka wełny z anilaną) zużyłam mniej niż motek.
Wyszła czapka i komin do kompletu.
Czapka jest robiona warkoczykami 1/1, między nimi 2 oczka lewe, na 68 oczek w obwodzie.
Komin warkoczami 2/2, między nimi po 8 lewych oczek - zaczynałam od 120 oczek na dole, potem stopniowo zwężałam, na górnym brzegu jest ich 60.
Druty - w kominie nr 7, w czapce chyba nr 5 (ale głowy nie dam). Bardzo mi się podoba zestawienie kolorów w moherze, a dodanie tego cieniutkiego granatu pogłębiło odcienie zieleni i niebieskiego.
3. Już kiedyś pokazywałam na blogu moją ukochaną gryzącą chustę z estońskiej wełny. Dorobiłam do niej czapkę już jakiś czas temu, ale dopiero dziś doczekała się uwidocznienia na zdjęciu i na człowieku :)
Chusta była z podwójnej cienkiej, czapka jest z pojedynczej grubszej wersji tej włóczki. Ale to i tak cienizna. Tylko chyba ze wszystkich tych dzisiaj prezentowanych grzeje najlepiej. Wiadomo, 100% wełna :)
4. Już tutaj było, a dziś naludziowe zdjęcia lepsze, niż można sobie samodzielnie pstryknąć z pomocą samowyzwalacza.
Kolorowo...
Kto powiedział, że późną jesienią i zimą nie może być kolorowo i z fantazją?
To zdjęcie już kiedyś pokazywałam, efekt zarwania pół nocy i babrania się z barwnikami, moje pierwsze farbowanie włóczki, którą dostałam od koleżanki.

Była to włóczka turecka Kartopu Rukzak, wełna pół na pół z akrylem, cieniowana w kolorach turkusu i ecru z lekkim różowawym odcieniem.
Postanowiłam trochę zaszaleć i otrzymałam taki właśnie wynik.
Po prawie 1,5 roku odczekiwania w kolejce nadeszła pora na wrzucenie tego na druty.
Zaczęłam od prościutkiego komina, 70 oczek, ścieg francuski, robione na okrągło na drutach nr 10, zwężam co 20 rzędów o 10 oczek.
Bardzo mi się podoba przechodzenie kolorów, to, w jaki sposób poszczególne włókna łapały barwnik.
Nie przeszło całego włókna, tylko tak trochę "po wierzchu", farba jakby powlekała włóczkę. A miejscami przesiąknęło po całości.
Na dodatek w robótce się pięknie gromadzi w plamki kolorów - żółto-różowe się grupują w jednych miejscach, fioletowo-granatowe w innych.
Na 10 robota idzie piorunem.
Do komina dorobiłam równie prościutką czapkę, też ściegiem francuskim, na cieńszych drutach, chyba to były szóstki, też praca na jeden wieczór, może nieco przedłużony...
Niestety, niedobory czasu nie pozwoliły mi na sfotografowanie - dopiero dziś mogę pokazać, choć skończyłam komplet ze 3 tygodnie temu.
Zużyłam w sumie 2 motki tej włóczki, zostały jeszcze 3 farbowanej na oba kolory i po jednym tylko na żółto i tylko na róż.
Jeśli ktoś pragnie posiąść taki kolorowy komplet - chętnie zrobię podobny :)
To zdjęcie już kiedyś pokazywałam, efekt zarwania pół nocy i babrania się z barwnikami, moje pierwsze farbowanie włóczki, którą dostałam od koleżanki.

Była to włóczka turecka Kartopu Rukzak, wełna pół na pół z akrylem, cieniowana w kolorach turkusu i ecru z lekkim różowawym odcieniem.
Postanowiłam trochę zaszaleć i otrzymałam taki właśnie wynik.
Po prawie 1,5 roku odczekiwania w kolejce nadeszła pora na wrzucenie tego na druty.
Zaczęłam od prościutkiego komina, 70 oczek, ścieg francuski, robione na okrągło na drutach nr 10, zwężam co 20 rzędów o 10 oczek.
Bardzo mi się podoba przechodzenie kolorów, to, w jaki sposób poszczególne włókna łapały barwnik.
Nie przeszło całego włókna, tylko tak trochę "po wierzchu", farba jakby powlekała włóczkę. A miejscami przesiąknęło po całości.
Na dodatek w robótce się pięknie gromadzi w plamki kolorów - żółto-różowe się grupują w jednych miejscach, fioletowo-granatowe w innych.
Na 10 robota idzie piorunem.
Do komina dorobiłam równie prościutką czapkę, też ściegiem francuskim, na cieńszych drutach, chyba to były szóstki, też praca na jeden wieczór, może nieco przedłużony...
Niestety, niedobory czasu nie pozwoliły mi na sfotografowanie - dopiero dziś mogę pokazać, choć skończyłam komplet ze 3 tygodnie temu.
Zużyłam w sumie 2 motki tej włóczki, zostały jeszcze 3 farbowanej na oba kolory i po jednym tylko na żółto i tylko na róż.
Jeśli ktoś pragnie posiąść taki kolorowy komplet - chętnie zrobię podobny :)
poniedziałek, 11 listopada 2013
Ocieplanie
Tym razem ociepli nas komplet włóczkowy - komin z czapką w chłodnych fioletach.
Wykryłam, że Himalaya Padisah ma nowe zestawienia kolorystyczne - ostatnio natrafiłam na ślicznie cieniowane fiolet/granat/chabrowoniebieski/szmaragdowa zieleń/szarobury.
Dodałam do niej liliową Angorę Ram. Angorę przerabiałam podwójną nitką, bo znacznie cieńsza, ma 520 m w 100 g, a Himalaya tylko 180.
Pomysł był powtórzeniem z lekką modyfikacją tego, co robiłam poprzednio z tęczowego akrylu Nako Vals.
Wyszło takie cóś:
Jak to "takie cóś" zrobić?
Ano prosto.
Całość robiłam drutami nr 5, w wersji tęczowej było na okrągło i tak lepiej robić, tym razem mi się nie bardzo chciało.
Komin robiony jest od góry do dołu, czapka normalnie.
Na komin nabrałam 80 oczek liliową angorą, następnie przerabiałam ściegiem francuskim (same oczka prawe) na przemian włóczką liliową i cieniowaną po 2 rzędy.
28 rzędzie dodałam równomiernie 10 oczek, nabierałam je z poprzecznej nitki w poprzednim rzędzie i przerabiałam jak prawe oczka przekręcone.
Oddzieliłam markerami po 9 oczek, otrzymałam 10 odcinków. Następnie na lewy drut nabrałam dodatkowo 10 oczek z obu tych nitek, które miałam u podstawy druta. Czyli miałam 19 oczek do pierwszego markera. No i poleciałam kwadracikami domino, na przemian po 2 rzędy włóczkami liliową i cieniowaną.
Kwadraty domino uzyskujemy, przerabiając w rzędach nieparzystych środkowe 3 oczka razem.
Po skończeniu kwadratu mamy 1 oczko na prawym drucie, zaś na lewym bierzemy następne 9 oczek między markerami i nabieramy z lewego brzegu już zrobionego kwadracika kolejne 9 oczek. I znowu zabawa się powtarza...
Po zakończeniu całego rzędu kwadratów nabrałam ponownie 90 oczek z górnego brzegu (to były prawe oczka brzegowe tych kwadracików) i przerabiałam znowu na przemian po 2 rzędy liliową i cieniowaną włóczką - razem 22 rzędy.
W międzyczasie 2- krotnie dodawałam oczka, uzyskując ostatecznie ich 117, czyli porcję na 13 kwadratów w kolejnej sekwencji.
Zrobiłam kolejną wstawkę kwadratów domino, a na zakończenie znowu 20 rzędów w paski, zakańczając luźno włóczką cieniowaną.
Następnie zszyłam przy pomocy grubego szydełka boczny brzeg komina.
Na czapkę nabrałam 80 oczek liliową angorą, na mój obwód głowy - 56 cm - wyszło niezbyt obcisła.
Przerabiałam podobnie jak komin ściegiem francuskim po 2 rzędy liliową i cieniowaną - razem 18 rządków.
Następnie oddzieliłam markerami po 10 oczek, uzyskałam 8 odcinków na 8 kwadratów 10x10 (inne niż w kominie). Tym razem na lewy drut nabrałam dodatkowo 11 oczek z obu tych nitek, które miałam u podstawy druta. Czyli miałam 21 oczek do pierwszego markera.
Żeby jeszcze urozmaicić robótkę, w co drugim kwadracie robiłam naprzemiennie paski gładkie i ściegiem francuskim.
Po zakończeniu całego rzędu kwadratów nabrałam ponownie 80 oczek i przerabiałam znowu na przemian po 2 rzędy liliową i cieniowaną włóczką.
W każdym rzędzie na lewej stronie odejmowałam 8 oczek, przerabiając po kolei 9 oczko z 10 = 72 o., potem 8 z 9 = 64 o., potem 7 z 8 = 56 o, itd, aż miałam ich 16. Wtedy definitywnie skończyła mi się cieniowana Himalaya, więc przerobiłam jeszcze raz liliową po 2 razem i ostatnie 4 oczka cieniowaną. Nie został ani 1 cm do obcięcia, maleńki kawałeczek ledwo starczył na związanie i wrobienie końca.
A to jeszcze raz cały komplet:
I naludziowo:
Niestety, wychodzi na to, że sama sobie nie umiem zrobić dobrych zdjęć. Szew jest na widoku... Następną wersję zrobię jednak na okrągło.
Oczywiście miałam pomocnika. Antoni, ten mały myszuś, podsypia na angorce:
A teraz, kiedy piszę, wcisnął się za kompa, dópką odwrócił do laptoka, buźką do ściany i go nie ma dla mnie...
Wykryłam, że Himalaya Padisah ma nowe zestawienia kolorystyczne - ostatnio natrafiłam na ślicznie cieniowane fiolet/granat/chabrowoniebieski/szmaragdowa zieleń/szarobury.
Dodałam do niej liliową Angorę Ram. Angorę przerabiałam podwójną nitką, bo znacznie cieńsza, ma 520 m w 100 g, a Himalaya tylko 180.
Pomysł był powtórzeniem z lekką modyfikacją tego, co robiłam poprzednio z tęczowego akrylu Nako Vals.
Wyszło takie cóś:
Jak to "takie cóś" zrobić?
Ano prosto.
Całość robiłam drutami nr 5, w wersji tęczowej było na okrągło i tak lepiej robić, tym razem mi się nie bardzo chciało.
Komin robiony jest od góry do dołu, czapka normalnie.
Na komin nabrałam 80 oczek liliową angorą, następnie przerabiałam ściegiem francuskim (same oczka prawe) na przemian włóczką liliową i cieniowaną po 2 rzędy.
28 rzędzie dodałam równomiernie 10 oczek, nabierałam je z poprzecznej nitki w poprzednim rzędzie i przerabiałam jak prawe oczka przekręcone.
Oddzieliłam markerami po 9 oczek, otrzymałam 10 odcinków. Następnie na lewy drut nabrałam dodatkowo 10 oczek z obu tych nitek, które miałam u podstawy druta. Czyli miałam 19 oczek do pierwszego markera. No i poleciałam kwadracikami domino, na przemian po 2 rzędy włóczkami liliową i cieniowaną.
Kwadraty domino uzyskujemy, przerabiając w rzędach nieparzystych środkowe 3 oczka razem.
Po skończeniu kwadratu mamy 1 oczko na prawym drucie, zaś na lewym bierzemy następne 9 oczek między markerami i nabieramy z lewego brzegu już zrobionego kwadracika kolejne 9 oczek. I znowu zabawa się powtarza...
Po zakończeniu całego rzędu kwadratów nabrałam ponownie 90 oczek z górnego brzegu (to były prawe oczka brzegowe tych kwadracików) i przerabiałam znowu na przemian po 2 rzędy liliową i cieniowaną włóczką - razem 22 rzędy.
W międzyczasie 2- krotnie dodawałam oczka, uzyskując ostatecznie ich 117, czyli porcję na 13 kwadratów w kolejnej sekwencji.
Zrobiłam kolejną wstawkę kwadratów domino, a na zakończenie znowu 20 rzędów w paski, zakańczając luźno włóczką cieniowaną.
Następnie zszyłam przy pomocy grubego szydełka boczny brzeg komina.
Na czapkę nabrałam 80 oczek liliową angorą, na mój obwód głowy - 56 cm - wyszło niezbyt obcisła.
Przerabiałam podobnie jak komin ściegiem francuskim po 2 rzędy liliową i cieniowaną - razem 18 rządków.
Następnie oddzieliłam markerami po 10 oczek, uzyskałam 8 odcinków na 8 kwadratów 10x10 (inne niż w kominie). Tym razem na lewy drut nabrałam dodatkowo 11 oczek z obu tych nitek, które miałam u podstawy druta. Czyli miałam 21 oczek do pierwszego markera.
Żeby jeszcze urozmaicić robótkę, w co drugim kwadracie robiłam naprzemiennie paski gładkie i ściegiem francuskim.
Po zakończeniu całego rzędu kwadratów nabrałam ponownie 80 oczek i przerabiałam znowu na przemian po 2 rzędy liliową i cieniowaną włóczką.
W każdym rzędzie na lewej stronie odejmowałam 8 oczek, przerabiając po kolei 9 oczko z 10 = 72 o., potem 8 z 9 = 64 o., potem 7 z 8 = 56 o, itd, aż miałam ich 16. Wtedy definitywnie skończyła mi się cieniowana Himalaya, więc przerobiłam jeszcze raz liliową po 2 razem i ostatnie 4 oczka cieniowaną. Nie został ani 1 cm do obcięcia, maleńki kawałeczek ledwo starczył na związanie i wrobienie końca.
A to jeszcze raz cały komplet:
I naludziowo:
Niestety, wychodzi na to, że sama sobie nie umiem zrobić dobrych zdjęć. Szew jest na widoku... Następną wersję zrobię jednak na okrągło.
Oczywiście miałam pomocnika. Antoni, ten mały myszuś, podsypia na angorce:
A teraz, kiedy piszę, wcisnął się za kompa, dópką odwrócił do laptoka, buźką do ściany i go nie ma dla mnie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































