niedziela, 9 czerwca 2013

Koraliki + szydełko = ?

Od jakiegoś czasu bywam na spotkaniach robótkowych online na FB. Można podpatrzeć, co tam fajnego ludzie robią. Większość to dziergadła, karteczki, zabawki i inne tego typu rzeczy, robione przez różne Panie, ale jest też kilku Panów, prezentujących dzieło swoich rąk. 
Ostatnio wyczaiłam przepiękne kolczyki, zrobione z miedzi i srebra (wspominałam już kiedyś, że uwielbiam miedź miłością wielką? :D), wykonane przez pewnego Pana. Są wykute z blaszki, pokryte oksydą i pięknie się mienią na tęczowo.
Zachwyciłam się nimi do tego stopnia, że nie dość, że kupiłam je sobie na urodziny, to jeszcze zapytałam, czy można by do nich mieć w komplecie jakiś wisiorek.
I dziś mam już komplet, ale zanim wisior był w mojej skrzynce pocztowej, musiałam wyjechać i koniecznie było mi potrzebne jakiekolwiek uzupełnienie do kolczyków...

No to co robi w taki przypadkach Panzerna? Dzierga!
Wzięłam zatem czarną włóczkę z mikrofibry ze stretchem (Nako), miedzianą i złota nitkę (te same, co w koralach dla koleżanki) i kolejną garść szklanych koralików -  wybrałam małe jasnozłote i rozmaitej wielkości opalizujące na zielono-fioletowo-niebiesko. 
Pierwsza powstała bransoletka:
Najpierw zrobiłam jedno okrążenie słupkami czarną nicią. Potem na nić miedzianą i złotą nawlokłam w całkowicie losowej kolejności koraliki. Pierwsze okrążenie nitką metaliczną zrobiłam bez koralików, samymi półsłupkami, potem w drugim wrabiałam paciorki, czasami "zawieszając" je na kilku oczkach łańcuszka, albo łącząc po 2-3 razem. W ten sposób ozdobiłam oba brzegi.
Ponieważ czarna nitka jest z dodatkiem rozciągliwego stretchu, bransoletka nie wymaga zapięcia, daje się swobodnie włożyć w nią dłoń. 
Tak to wygląda razem z kolczykami:
Ponieważ czasu było dużo, ja na wyjeździe, a koralików i nici zostało, to jeszcze zrobiłam sobie zawieszkę - kółeczko półsłupkami z czarnej mikrofibry...
  ... i dookoła "ozdóbki" z koralików i metalicznej nitki.  
 
A tu wszystko razem, już gotowe:

 
Chyba jeszcze dorobię sobie szydełkowe kolczyki w takim kształcie jak zawieszka - niech tylko znajdę jakieś wolne bigle do nich...

środa, 5 czerwca 2013

Bo ja przepraszam, bo wcześniej nie pisałem, bo nie miałem kiedy...

No serio... Od kilkunastu tygodni w robocie kupa roboty, ku chwale Nauki Polskiej zostaję dzień w dzień po godzinach: nie dość, że doszło mi więcej obowiązków, to te dotychczasowe też zabierają więcej czasu. Szkoda, że te "nadgodziny" są nieoficjalne i oczywiście niepłatne...

A jak się wraca do domu po 10-12 godzinach pracy to się nie ma siły i ochoty na nic, niestety - koty wytulić, przegryźć co nieco i najwyżej spokojnie poczytać w łóżku.
Na dodatek z nowym kompem się mniej lubimy, niż ze starym...
Nawet jeśli złapałam za druty, czy szydełko, nic mi nie wychodziło, jakieś to wszystko do prucia, nie takie, nie podobało mi się, coś knociłam, sama nie wiem czemu....

Jednak nie marudźmy - od tygodnia mam wolne, dziergam coś tam, spokojnie, bez napinki. I czytam wreszcie :D

No to pierwsza rzecz z tych skończonych - mały pastelowy baktus. 
Wyczaiłam przecenioną włóczkę Basia, nieznanej mi firmy R-tex, były 3 moteczki na stoisku pasmanteryjnym. Po 5 zł sztuka. No to jak nie przygarnąć takiej... Prawda, że ślicności?

Skład: 50% akrylu, 50% poliamidu. Miękkie, włochate, miziaste jak Antoś prawie ;) Kolorki b. pastelowe, kojarzą mi się z cukierkami pudrowymi albo tymi piankami marshmallows. Kolorowa nitka jest skręcona z białą, na której są małe bąbelki. 
Dodałam blady, jasnoturkusowy akryl, straszliwie chrzęszczący w dotyku, który trafił mi się od kogoś i nie miałam pojęcia, co z nim zrobić.
To połączyłam z rzeczoną Basią i zaczęłam baktusa, którego, jak wiadomo, zepsuć się nie da i na pewno mi wyjdzie i "odczaruje" serię niepowodzeń dziergaczych...
 Robił się pierunem, na drutach nr 5, w 2 dni dziergania był gotowy. Szkoda, że na czapkę nie starczyło, ale może machnę mitenki do kompletu, jak mi się zechce... 
Kolejna rzecz to mitenki tęczowe - ktoś na spotkaniu robótkowym na FB zapytał o takie, pokazując fotkę. Postarałam się, choć identyczne na pewno nie są. Ale mam tak dużo akryli w domu, całą kolekcję we wszystkich kolorach tęczy, że wyszły całkiem fajnie.
W początkowej wersji na końcu był liliowy.
Ale jednak wyprułam, nie pasował mi tam.
Przy okazji wymyśliłam sposób na to, jak fotografować mitenki nie mając nikogo, kto odda mi rękę, ani ekspozytora ;)
Nadmuchane stosownie gumowe rękawiczki też mogą służyć za modelkę :D
Mogę takie mitenki-tęczaki trzaskać seriami, jak ktoś jeszcze zechce - bo dzierga się prosto i przyjemnie, a zabawa kolorami jest bardzo fajna :)  
Kolejną rzeczą, którą wydłubałam w ostatnich dniach, jest naszyjnik/bransoletka dla koleżanki w prezencie urodzinowym - w roli modelki tym razem poduszka :D
Śliwkowa włóczka Peonia z zapasów archiwalnych, metalizowana złota i miedziana nitka, szydełko i garść korali szklanych - złote, ametystowe, szafirowe, opalizujące tęczowo...

A teraz na druty wskoczyła włóczka Nako - Moher Special Ebruli. Chusta kolejna będzie - ecru, turkus, brąz. Pomysł mój, oparty na Multnomahu, jak zwykle ;)
Zaczęłam wczoraj, jeszcze nie mam co fotografować, ale przede mną jazda do Warszawy i z powrotem, to sobie publicznie podłubię w podróży.

Zapraszam też na Dni Publicznego Dziergania - w Białymstoku spotykamy się 8 i 15 czerwca w kawiarnio-księgarni Akcent przy Rynku.

Będę tylko na tym drugim. Gdyż albowiem ponieważ - w tę sobotę mam spotkanie z zupełnie innej okazji, mija 20 lat od zakończenia studiów. Jak ja tych wszystkich ludzi poznam... :D

środa, 20 marca 2013

Dodatki, apdejty i uzupełnienia ;)

Byłam na weekend w Stolycy.
Program był dość napięty - ale chyba wszystko wykonane w 100%.
Najważniejsze, że chusta urodzinowa wręczona, zaaprobowana i wystarczająco nazachwycana. Mamie ciepło i ładnie, a ja poczułam sę doceniona należycie :)
Jednak próbowałam Mięciuszka blokować, wydaje mi się, że co nieco się to udało, rozprostowała się całkiem ładnie i pokazała lepiej swój wzór.
Jak widać, szybciorkiem dorobiłam też przez weekend czapeczkę, tym samym ażurem, co chusta, tylko bez przerywników z francuskiego ściegu.
Czapka jest z samej Angory RAM, ale za to podwójną nitką. Jest dodatkowo cieplutka, bo ten otok jest zrobiony podwójnie i złożony na pół, a potem (z obu brzegów) z oczek brzegowych nabierałam oczka na górną część.
Tacie też w niej ładnie i ciepło ;)
Ale moherowo-jedwabnego Dropsa zostało mi troszeczkę. Tyle, że starczyło na ciepłą opaskę, którą dziergałam już w powrotnej drodze w autobusie :D
Angorę RAM wzięlam też podwójnie, moher pojedynczo.
Poza tym byłam w niedzielę na spotkaniu Szarotkowym, na którym zachwyciłam się m. in. naocznie czapką Gackowej (bo wirtualnie zachwycałam się nią już wcześniej).
Było sporo innych atrakcji, każda z dziewczyn miała coś ciekawego, wyjątkowego i oryginalnego.
Na przykład Gosia miała prześliczne wełny estońskie - cudnie było zobaczyć je w takiej ilości naraz i w tylu odmianach kolorystycznych :)
A zasię Kalina miała fajny sweter z Rowanowego Tweedu (tej samej włóczki, którą mam i ja, i która czeka na swoją kolej...). I to nie jest prawda, że jej Rulonik tego "cuś" nie ma. Jest piękny i tyle! 
Na spotkaniu czapkę Gackowej starannie wymacałam i wymiziałam, a ponieważ ostatnio wirtualnie zachwycałam się także czapkami i beretami, które dzierga Maduixa, postanowiłam też zająć się wzorami żakardowymi i zacząć od berecika z cieniowanej włóczki (jak tylko skończę Coś, co wisi na drutach i blokuje mi wszystkie żyłki...)
Na razie zbieram materiały do pracy, czyli ogólnodostępne wzory.
Jest kilka, które mi się bardzo podobają - niewykluczone jednak, że sama stworzę jakiś swój, bo w końcu już w podstawówce rozrysowywałam sobie takie, tylko trochę o nich zapomniałam ;)
Wczoraj zrobiłam też próbkę, żeby rozliczyć, na jakich drutach i ile oczek mam przerabiać jeden ze wzorów, skoro dysponuję znacznie cieńszą włóczką. Tak to wychodzi na drutach nr 2,5:
Chyba nie najgorzej...
Najwyżej dekielek, czyli "crown of the hat" będzie miał siedmioramienną zamiast sześcioramiennej gwiazdki, bo +/- jakieś 140 oczek trzeba nabrać.

Donoszę jeszcze uprzejmie, że Tata zrobił mi cudne motowidło wg naszego wspólnego projektu - ale szczegóły innym razem, bo późna już pora i zdjęcia po ciemku to nie najlepszy pomysł :)
Kupiłam też 2 pary drutów wymiennych Knit Pro, żyłki i łącznik - będę pomału uzupełniać zestaw. Jakieś własne trzeba mieć, bo pożyczone Addiki trzeba będzie wkrótce oddać Joli... 
Chyba nie jestem jednak ich fanką - a może to taki nieszczęśliwy zbieg okoliczności - ale "3" rozkręcały mi się ciągle w robótce, miały jakiś nadmiar metalu na gwincie, krzywo odlane, albo co  - zobaczyłam to dokładnie dopiero pod lupą. Wykruszył się ten nadmiar dość łatwo, teraz druty się jakoś trzymają w robocie, zobaczymy jak będą się sprawować przy dzierganiu beretki.


piątek, 15 marca 2013

Mięciuszek, czyli morze i mgła

No, długo mnie nie było na blogu...
Stary komp mi padł miesiąc temu, umarł już całkiem i nic z niego nie będzie. A zanim się oswoiłam z nowym, a szczególnie z Windowsem 8, minęło chwilę. 

Przy nowym lapku nie chce mi się aż tyle siedzieć, co przy starym, stacjonarnym - ciekawe, czemu?
Obstawiam, że brak mi miejsca pod nogi - na starym sobie układałam odnóże na pudle i podgrzewałam stare kosteczki ;)
Poza tym to gópi jest jakiś ten Windows 8, nie podoba mi się, ma za dużo tego, co mi niepotrzebne, za to trudno znaleźć coś, co było pod ręką. 

Ale z kolei mam więcej czasu na dłubanie :D
Od stycznia dziergam COŚ, idzie mi jak krew z nosa pod górkę, ale nie powiem jeszcze, co to jest, bo zapeszę ;)
Poza tym zrobiłam kolorowy szaliczek - taki jak moja tęczowa spódnica, tylko z czarną, a nie granatową włóczką - na życzenie kolegi. Serio chciał tęczowy :D
Fotki chyba nie mam, a jak mam, to muszę odnaleźć płytę z oprogramowaniem do aparatu fotograficznego i zainstalować na nowym - więc na razie nie będzie to udokumentowane.
Od Cosia zrobiłam sobie małą przerwę w tym tygodniu.
I...
Machnęłam w tempie ekspresowym małą mięciutką chustę - dla Mamy na urodziny, bo lada chwila będą.

Wzór z głowy, kolejna dowolna modyfikacja moich poprzednich rękoczynów.
Włóczka: Kid Silk Dropsa w kolorze nr 26, czyli "morze i mgła" (śliczna nazwa, c'nie?) oraz Angora RAM w bardzo jasnoszarym odcieniu. Taką mieszankę sobie zrobiłam.
Zaczęłam w sobotę, skończyłam właśnie przed chwilą.
Ponieważ mam już jedną chustę z Angory Ram, której nie da się zablokować, bo to akryl w 60%, to chyba i tej nie będę. Tamtą, turkusową North Roe, wyprasowałam po prostu żelazkiem, więc zrobiła się bardzo lejąca i ogromniasta.
Ale jak tu jest z dwóch nitek robione, to tego cudnego moheru z jedwabiem nie potraktuję chyba jednak żelazkiem...
Na razie mam jednego użytkownika chusty - zachwycony jej miękkością ;)
Ale już w weekend chusta zostanie przekazana Jubilatce. Kotu trzeba będzie wymyślić inne okrycie, jeśli ta zima potrwa jeszcze...
A dla Mamy chyba dorobię jeszcze do tego beretkę - tylko muszę pokombinować ze wzorem, żeby na skosach ładnie mi wychodziła :)

niedziela, 13 stycznia 2013

Kolorowo tęczowo

Melduję posłusznie, że tęczowa spódnica już gotowa :)

Skończyłam ją w piątek wieczór i jestem nią osobiście zachwycona. Na zeszłotygodniowym spotkaniu szarotkowym w Warszawie była obiektem dużego zainteresowania, choć brakowało jej jeszcze parunastu rzędów do końca. 
Gdybym tyle nie gadała, a więcej dziergała, nosiłabym ją zapewne już od wtorku. 
Ale przecież jak się przyjeżdża na spotkanie robótkowe, to głównie po to, żeby się zsocjalizować, a nie siedzieć w kącie jak dudek ;) 
No i spotkanie było super, podejrzałam parę pomysłów, pomacałam parę ślicznych włóczek, obejrzałam wszystko, co koleżanki robiły. A robią dużo różnych śliczności, oj dużo...
A jak pojawiła się Marta z Zagrody, to nie ma, że boli - jedno cudo musiałam, no wprost musiałam mieć :D
To Rowan Tweed, w dwóch kolorach - brązowaty Keld, nr 583 i ciemnoturkusowy Nidd, nr 594. Miałam ochotę na więcej kolorów, szybko przejrzałam po powrocie do domu stronę Rowana - i już wiem, że przybędzie do mnie jeszcze trochę motków w kolorze Wensley, nr 590. Mam pewien zarys pomysłu, co z tego się zrobi, on nawet krystalizuje pomału - ale i tak poczeka na swoją realizację chwilkę. Są inne pozaczynane przecież. 
Tak więc widać, że nie dało się za dużo urobić na spotkaniu  ;)
Zresztą, cała powrotną drogę dziergałam w autobusie, to trochę nadrobiłam przecież. 
Wzór, z którego zaczerpnęłam inspirację, to Lanesplitter autorstwa Tiny Whitemore - spódnica robiona skosem. Jest jej pełno w internecie, z rozmaitych włóczek i w licznych wersjach. Ale ja chciałam dodać coś więcej, co spowodowałoby, ze moja będzie oryginalna i inna niż wszystkie - więc jeszcze jest wrobiony pas w róże, ze wzoru na Dropsowe podkolanówki, o wdzięcznej nazwie Irish Dream. 
Bezpośrednio po zakończeniu była jakaś mała, bo te lewe oczka na prawej stronie ściągają trochę - ale upranie i zablokowanie pomogło. 
Tak to wyglądało przed zszyciem:

A tak już gotowe:
Tu jeszcze zbliżenie wzoru:
Wczoraj ją założyłam na nasze, białostockie spotkanie robótkowe - kiecka jest cieplusieńka, grzeje w zadek, nie gryzie i nie będę jej dawała żadnej podszewki, bo się dobrze układa samodzielnie. 
Parę szczegółów technicznych:
  • spódnica była robiona na drutach z żyłką nr 4,5, a plisa w talii na 4;
  • zużyłam prawie 3 motki (=150 g) wełny 100% o nazwie Creative+Filz, kolor 002 produkcji Austermanna, z Biferno i prawie 2 motki włóczki granatowej (= 200g), o składzie domniemanym 20% wełny i 80% anilany, kupowanej jeszcze w Domach Centrum, prawdopodobnie ponad 20 lat temu, metki brak; 
  • granatowa włóczka była dziergana podwójnie, żeby uzyskać zbliżoną grubość nici;
  • plisę nabrałam ze wszystkich skośnych oczek, w drugim rzędzie dodałam co 2 oczko narzut, łącznie jest 12 rzędów: 6 granatem, 2 tęczową, 6 granatem, po zakończeniu zwyczajnie przyszyte pojedynczą granatową nitką.
Jak widać - można kupować włóczki i chomikować. Jednak są wykorzystywane nawet po tak długim czasie oczekiwania na swoją szansę ;) 
A teraz zaczęłam nowe, również tęczowe - z antracytowej Karismy Dropsa i tęczowej wełenki estońskiej. Ma być sukieneczka zainspirowana ślicznym wdziankiem obejrzanym wczoraj na spotkaniu, a wykonanym przez Magdę Bez Bloga ;)
Od góry, raglan, dekolt prościutko, bez udziwnień, rękawy do łokcia (u mnie będą jednak za łokieć, może 3/4 albo 7/8, zobaczymy), dół i mankiety - ściągacz z drobnych warkoczyków. No mówię Wam, cudo to było. Z Malabrigo Rios. Czarno-granatowe.
To moja kiecka też będzie tak robiona, tylko od bioder w dół będą te ściągacze warkoczowe.
Żeby mi się nie plątało, bo tam w 8 miejscach dodaje się oczka, to już mam samodzielnie wykonane markery do robótki:
Zanim jednak ją dokończę, mam kolejne zamówienie na tęczowość - szaliczek dla kolegi, z tej samej włóczki, co wyż/wym spódnica i z czegoś czarnego. Taki giejowski ma być ;) A co!
Aha, na deser kot (e-)dziewiarki.  Żeby była zgodność z tematem, to z tęczowym błyskiem w oku, co zresztą zostało uzyskane przypadkowo - bo się ruszał był akurat. Jak widać - w pudełecko od włóczek Antoś się znakomicie mieści. No, prawie się mieści ;)

sobota, 29 grudnia 2012

Co się dzierga?

Aktualnie na tapecie mam dwa świeżo pozaczynane dziergasie - takie, co do których istnieje cień szansy, że skończę niebawem ;)
Pierwszy to coś, co jest inspirowane dwoma projektami: 
Lanesplitter - skośnie robiona spódnica w paseczki oraz Irish Dream - podkolanówki Dropsa z nieprodukowanej już włóczki Fabel w kolorach tęczy.
Tak w ogóle, to włóczek w kolorach tęczy u mnie ostatnio multum:
- leży i czeka cierpliwie urodzinowy tęczowy jedwab
- zalega estońska cienizna (ale już dokupiłam szare cudo do niej i jest następna w kolejności)
- mam 2 motki Magico II Meilenweit (+ 4 moteczki czarnego Merino Lace), które dostałam w prezencie gwiazdkowym - musi z tego być "coś", zarys pomysłu już mam, ale wymaga dopracowania...
- no i ostatni nabytek to Creativ+Filz - 100% tęczowa wełna, całe 30 dekagramów, 6 ślicznych moteczków.
Do tych wszystkich tęczowych włóczek szukałam inspiracji w necie - jakby to, paniedziejku, wymyślić coś ciekawego, innego, takiego mojego... 
Kiecka pt. Lanesplitter już rok temu wpadła mi w oko, ale oryginalnie jest robiona z włóczki Kureyon Socks i nie szarpnęłam się na nią jak na razie. Więc kiedy w Biferno pojawiła się ta Creativ, wiedziałam, że mą być musi! I że będzie idealna na taki projekt. Niestety, zanim uzbierałam parę wolnych grosików, włóczka znikła na pniu. Ale jest, grosz się też znalazł i włóczka już od paru dni u mnie :)
No i teraz z kreatywnego filcu (oby się tylko nie sfilcowało!), z dodatkiem bardzo historycznej granatowej mieszanki wełny z anilaną o nazwie "Włóczka", właśnie dzieje się takie cóś:
Zaczęte wczoraj z rana - stan na dzisiaj za dnia
Bardzo lubię taki efekt: jednolitą granatową włóczką 2 rzędy prawego dżerseju, kolorową - dwa rzędy francuzem, otrzymuje się kolorowe wypukłe żeberka na ciemnym tle.
 Po osiągnięciu całej szerokości przodu zaczęłam wrabiać ten wzorek Dropsowy:
Na razie jeszcze mało go jest, ale wymyśliłam sobie ułatwienie, więc zaraz go szybko przybędzie: robiąc taki wzorek najpierw przerabiam w danym rzędzie wszystkie oczka jedną włóczką, np. granatową, a te dla kolorowej tylko przekładam na prawy drut bez przerobienia, aż do końca rzędu. Potem przesuwam robótkę na żyłce z powrotem do prawego brzegu i w tej samej kolejności przerabiam drugą włóczką pozostałe oczka wzoru.
Tak jest znacznie szybciej niż przy jednoczesnym wyrabianiu całego wzoru w rzędzie z przekładaniem nitek, zwłaszcza, że często jest po 1 oczku - raz jedną, raz drugą włóczką.  
Po zakończeniu tego pasa z kwiatkowym wzorkiem będę dalej przerabiać podstawowy, żeberkowy wzór. U góry nabiera się jeszcze oczka i przerabia 5 cm ściągacza - ot i cała Lanesplitter/Irish Dream.

>^..^<
A drugi zaczęty projekt do szybkiego skończenia to roboczo nazwane "Kluski z makiem" - takie miałam skojarzenie w Bożonarodzeniowy poranek:
Kolory te same ;)
To kolejna estońska cienizna w odcieniach Rusty i Sand. Chusta będzie. Mojego pomysłu :) W paseczki na przemian - raz jedna, raz druga wełenka, po 2 rządki. Z jednowłóczkową koronkowo-ażurową bordiurą na brzegu. Powinna wyjść rudobrązowa.
>^..^<
A na deser otorbiony Antoś. Czemu koty muszą włazić do wszelkich toreb, koszyczków, pudełeczek? Wie ktoś?

środa, 26 grudnia 2012

Świątecznie, bożonarodzeniowo, choinkowo...

Po pierwsze, to wszystkim odwiedzającym życzę wszystkiego najlepszego ze świętami Bożego Narodzenia :)

Żeby były ciepłe, rodzinne, radosne.
>^..^<
U mnie one są w tym roku trochę "jeżdżone", wyjątkowo nie w pracy - Wigilię spędzałam w drodze, na miejsce dojechałam grubo po pierwszej gwiazdce, wieczerza wigilijna była w Warszawie, wczoraj szybki powrót do domu...
A dziś po prostu odpoczywam. Cieszę się świętym spokojem, choinką i chwilą bez pośpiechu. Niektórzy tą choinką i tymi dyndającymi cosiami, które można ściągać łapką, są wprost zachwyceni... 
i można się poprzytulać do drzewka, nic to, że śtucne... 
Na razie w meczu Choinka: Koty wynik jest 3:0 dla Kotów... dwie bombki rozbite w drebiezgi, jedna ściągnięta bez tłuczenia, mimo, że była przywiązana wstążeczką na sztywno do gałązki - te spryciarze potrafią bombki wysmyczyć z tego sprężynującego drucika i słyszę tylko w nocy takie pum-pum-pum... 
Eksterminacji słomkowych ozdóbek to nawet nie liczę, bo się tylko je zgryza, nietłukące jakieś... błeee... 
No i brokat w oczach i pysku - najnowsza kocia moda w tym sezonie, niestety. 
>^..^<
Za to te koty są całkiem grzeczne - to pierniczkowe dziełka mojej Siostry:


Dostałam kilka takich na wynos :D
>^..^<
Prezenty gwiazdkowe dla moich najbliższych w tym roku zrobiłam własnoręcznie - stąd też cicho było na blogu, bo przecież nie mogli podejrzeć przed czasem...

>^..^<
Siostra otrzymała komplecik z moheru z jedwabiem i merynosa, kupowanych w Biferno.
Bardzo się niepokoiłam, czy włóczka aby jej nie będzie gryzła, bo Siostra wrażliwa jest wielce.

Miałam 3 kłębuszki Silk Mohair firmy Lana Gatto i 1 Kid Silk Austermanna oraz 2 motki merynosa z kaszmirem pt. Vip, też Lana Gatto. 

W skład kompletu wchodziły:
- baktus - tylko moherowo-jedwabny - wyszedł totalny puchatek, bardzo delikatny. Prawie 2 metry szalika, kolory mieszałam jak popadło, robiłam w 2 nitki, druty nr 4,5 Addi : 
- oraz czapka i rękawice z 1 palcem - z merynosa i moherku, już mojego własnego pomysłu - i łączenie włóczek, i sposób wykonania.

A tu całość, jeszcze na mnie:

Jest to milusie, cieplutkie, bardzo delikatne, jedwabiste w dotyku.
>^..^<
Dla Mamy zrobiłam podobną w konstrukcji czapkę oraz najprostszy z możliwych szal, oba ściegiem francuskim. Włóczka to Kartopu Rukzak, pół na pół akryl z wełną. Kiedyś ją dostałam od koleżanki forumowej, w drodze wymiany. Część z tej włóczki latem farbowałam, a część zachowała swój naturalny kolor - pięknie cieniowany błękit, szarość, szafir, ciemnopopielaty, antracyt. 
Od razu wiedziałam, że z tej szaroniebieskiej będzie coś dla Mamy, która ma siwe włosy i szaroniebieskie oczy - no dokładnie jej kolory :)
Włóczka jest gruba, 100 m w 100 g, nieregularna, przędziona nierówno - raz ma silny skręt i jest względnie cienka, raz są to pasma praktycznie nieskręconej przędzy. Wprawdzie jest przeznaczona na druty nr 9, ale czapkę robiłam na 6, żeby była bardziej ścisła, za to szal na grubaśnych drutach nr 10, bo chciałam zrobić go jak najszybciej ;)

Na całość poszło mi 4 motki włóczki, 3 na szal, 1 na czapkę. Nie mierzyłam szalika dokładnie, ale jest go na pewno ponad 2 metry, po upraniu i wysuszeniu w zwisie, żeby się sam wyciągnął, można się nim owinąć 3 razy i jeszcze zawiązać. 
Przyznam skrycie, że wypróbowałam osobiście czapę i szal w czasie ostatnich mrozów, zanim jeszcze prezenty pojawiły się pod choinką. Są naprawdę ciepłe :)
A że włóczki zostało dokładnie tyle samo, co zużyłam, to sobie zaraz machnę podobny komplet.
>^..^<
Dla Taty powstała czapka inspirowana Inspirą. 
Tylko nie chciało mi się robić na okrągło, bo mnie męczy to przekładanie nitek... Miałam zresztą już bardzo mało czasu. Zszyłam ją po prostu z tyłu, ale wiem, że następną rzecz tym wzorem jednak zrobię na okrągło, tylko dobiorę odpowiednie druty.
Włóczka to resztki merynosa Vip z kompletu dla Siostry, podwójnie robione - granat z bordowym razem, oraz jakieś bliżej niezidentyfikowane jasno i ciemnoszare motki, które miałam w swoich przebogatych zapasach od lat co najmniej 16. 
Zdjęcia czapki na Tatusiu nie będzie, bo było za ciemno. Za to zapewnił mnie wczoraj, że jest to znakomita szlafmyca, dobrze grzejąca mu łysinę. A do noszenia na dwór - jednak jest za rzadko dziergana i mu wicher wiuwa po głowie. No nic, jeszcze się poprawię ;)
Mam już zresztą od Taty zamówienie na czapkę, która mu się ufilcuje, będzie w brązie i ze wzorami norweskimi, do tego ma mieć wywijany brzeg. Chyba nawet wiem, z czego mu takie cóś zrobię...

>^..^<
No, to chyba wszystko na dziś...

A nie, jeszcze jedna ważna rzecz! Niniejszym chciałam bardzo serdecznie podziękować Joli za pożyczenie kompletu drutów Addi, tych z wymiennymi żyłkami - bez nich nie miałabym szans na wydzierganie w takim tempie. Są świetne, robi się na nich szybciutko, robótka migiem schodzi. No i nigdy dotąd nie miałam aż tylu numerów drutów naraz. Dzięki, dzięki, dzięki :)